Menu główne

Makowianin w drodze na igrzyska w Rio de Janeiro. Wywiad z Krzysztofem Żebrowskim.

Krzysztof, na Twoim koncie wiele sukcesów. Medale mistrzostw polski. Dobre rezultaty w mistrzostwach Europy i Świata. Powiedz, które z osiągnięć cenisz najbardziej. 

Nie ma chyba takiego, które cenię najbardziej. Każdy z tych medali kosztował mnie wiele pracy. Są na pewno takie, których zdobycie przyszło trochę łatwiej, ale większość trzeba sobie wyszarpać. Na Mistrzostwach Polski nikt nie odpuszcza, każdy chce stanąć na podium, wygrać. Dla mnie największą wartość ma zloty medal Mistrzostw Polski na 1500m z 2013 roku, to był chyba jeden z najlepszych moich biegów w życiu.

Z tego, co pamiętam,  walka z Marcinem Lewandowskim trwała praktycznie do ostatnich metrów.

Tak, to był mój 3 bieg w 5 dni. Dodatkowo jeden z najszybszych w historii Mistrzostw Polski dlatego taki ciężki, a satysfakcja z wygranej ogromna.

Specjalizujesz się w biegach średniodystansowych, ale ostatni złoty medal Mistrzostw Polski to dystans 5000m.  Do jakich biegów obecnie się przygotowujesz?

To prawda, że na ostatnich mistrzostwach biegałem zarówno 5000m (zloty medal) i 1500 (brązowy). W sezonie 2016 skupiam się głównie na tym krótszym dystansie. Nie wykluczam jednak, że coraz częściej dystans 5000m będzie gościł w moim kalendarzu startów.

Większość lekkoatletów w tym sezonie ma jeden cel. Olimpiada w Rio. Kiedy kwalifikacje? W której konkurencji planujesz wystartować? Jakie są minima? Gdzie planujesz je wypełnić?

2016 to rok olimpijski. W świecie sportu praktycznie o niczym innym się nie mówi. Każdy ma za cel pojechać do Rio. Sprawa nie jest jednak prosta. Należy spełnić bardzo rygorystyczne minima. W moim przypadku jest to wynik poniżej 3 minut, 36 sekund na 1500 m. Na tym będę się skupiał. Minimum muszę wylenić w okresie od połowy maja do połowy lipca.

Czy to wysoko postawiona poprzeczka? Twój rekord życiowy jest o niespełna sekundę lepszy.

To bardzo wysoko postawiona poprzeczka. Tak szybko w historii kraju biegało tylko 3-4 zawodników. Dodatkowa trudność polega na tym, że wymagany rezultat należy osiągnąć w określonym terminie. Niestety w lekkiej atletyce nie liczy się, że ktoś biega szybko w roku poprzedzającym igrzyska. Kwalifikację trzeba wypełnić na kilka miesięcy przed olimpiadą.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze sportem? 

Talent do biegów prawdopodobnie przejawiałem już w szkole podstawowej. Pamiętam, że zawsze biegałem wyraźnie szybciej od kolegów. Potrafiłem też znacznie dłużej utrzymywać szybkie tempo.. Potem w gimnazjum wolałem gry zespołowe jak piłka nożna czy siatkówka. Dopiero w połowie liceum zacząłem na poważnie trenować i wtedy przyszły pierwsze sukcesy. Bardzo się wciągnąłem w świat sportu i trwa to do dziś, już od ponad 8 lat.

Pochodzisz z małej miejscowości, w której brakowało profesjonalnego klubu lekkoatletycznego, na pewno nie było łatwo na początku?

Początki były bardzo ciężkie. 8 lat temu w naszym mieście nikt nie biegał, nie było klubu. Ja musiałem przecierać szlaki. Nie ukrywam, że nigdy by się to nie udało, gdyby nie Pani Basia i Pan Irek, (Pepłowscy) bez nich by mnie nie było. Nigdy nie zapomnę. ile dla mnie wtedy zrobili. Ile ze mną przeszli i ciągle przechodzą, a droga naprawdę była wyboista.

Kiedy i gdzie rozpocząłeś profesjonalne treningi?

W czerwcu 2007roku pan Irek Pepełowski zawiózł mnie do Ostrowi Mazowieckiej na konsultacje do trenera Andrzeja Wardaszki. Jednego z najlepszych specjalistów od biegów średnich i długich w naszej okolicy. To właśnie pod okiem tego szkoleniowca trenowałem przez pierwsze 5 lat. Robiłem to głównie w Makowie, na stadionie, w lesie na Grzance pod opieką Pani Basi, która codziennie doglądała realizacji planu trenera Wardaszki.

W którym momencie poczułeś, że jesteś dobrym zawodnikiem, a Twoje rezultaty dają nadzieję, na szybkie bieganie?. 

Poczułem to dopiero w 2013 roku. Ten rok należał do mnie.  Już od samego początku, byłem mocny jak nigdy. Trenowałem ciężko i przynosiło to rezultaty. W marcu wygrałem MP w Biegach przełajowych. Startowałem w Mistrzostwach Świata. Potem, przygotowania do sezonu letniego szły bardzo dobrze, a na bieżni bylem nie do zatrzymania. Kilka razy stawałem na podium, na dużych mityngach w całej Europie. Zdobyłem Mistrzostwo Polski. Osiągnąłem drugi wynik w historii kraju na 1500 metrów. Na koniec sezonu wywalczyłem srebrny medal Igrzysk Frankofońskich. Ten rok dał mi wiele pewności siebie, pozwolił uwierzyć, że to może być sposób na życie. Jednak niedługo potem przyszła kontuzja, która zmieniła bardzo wiele.

 

To musiały być ciężkie chwile. Imponujący rok 2013 dawał nadzieję na jeszcze lepszy rok 2014. Jednak nie zawsze możemy wszystko zaplanować. Powiedz co się stało? Czy teraz po urazie nie ma śladu?

Czas kontuzji był bardzo ciężki. Potem rehabilitacja i chyba jeszcze trudniejszy powrót do formy sprzed kontuzji. Niestety straciłem cały 2014 rok. W 2015 niby byłem już zupełnie zdrowy, a jednak czegoś brakowało i nie biegałem tak szybko jak w roku 2013. To było pęknięcie kości strzałkowej lewej. 6 tygodni usztywnienia. Prawie 3 miesiące zupełnie bez biegania. Trudna rehabilitacja, bo po tak długim usztywnieniu, ruchomość stawu skokowego była dosyć ograniczona, a to jest staw bardzo ważny w bieganiu. Potem wróciłem do treningu. Bardzo długo trwało zanim doszedłem do jakiejkolwiek formy, a na powrót tej sprzed kontuzji ciągle czekam. 

Moda na bieganie wśród amatorów w ostatnich latach eksplodowała. Często startujesz w imprezach masowych. Jak traktujesz takie starty? Czy jest to element przygotowań, czy bardziej zabawa?

Modę na bieganie w naszym kraju widać na każdym kroku. Według najnowszych danych regularnie biega już ok 4 milionów Polaków, czyli co dziesiąty z nas. Jak zaczynałem. to w Makowie ludzie jeszcze pukali się w czoło na mój widok, a teraz jest to dla każdego normalne. Bardzo lubię startować w zawodach masowych, szczególnie w naszej okolicy. Jest to świetna zabawa. Możliwość żeby spotkać się w gronie biegaczy. Miło spędzić czas. Oczywiście jest to dla mnie też element treningu i mam pewne założenia na każdy taki bieg. Niestety w sezonie nie mam ich za wiele, może z 3-5 w roku.

Wspomniana moda dotarła do Makowa. Startowałeś w kliku imprezach orgaznizowanych przez Fundację Kocham Maków i Klub Sportowy Maków Biega. Jak je oceniasz pod względem sportowym i organizacyjnym?

Bardzo się cieszę, że w Makowie i okolicy organizowane są takie imprezy. Jeśli tylko mogę startuje w nich z przyjemnością. Atmosfera jest bardzo fajna. Znam większość z uczestników i miło spędzam czas na tych zawodach. Fundacja Kocham Maków i KS Maków Biega działa bardzo prężnie i robią naprawdę świetną robotę dla rozwoju sportu w naszym mieście, bo władze chyba od zawsze nie były tym za bardzo zainteresowane.

Jesteś zwycięzcą II Duathlonu Makowskiego. Do tej pory nikt nie pokonał tej trasy szybciej. Ku mojemu zaskoczeniu, bardzo dobrze przejechałeś trasę kolarską, mimo, że na co dzień, nie trenujesz jazdy na rowerze. Wytrzymałość i siła wytrenowana na treningach biegowych sprawdza się też w innych dyscyplinach?

Rower, to zdecydowanie, nie to samo co bieganie. Racja, że dzięki dużej wytrzymałości mogłem utrzymać dobre tempo na rowerze, ale bardzo wiele mnie to kosztowało. Można było zobaczyć jak wiele, gdy zsiadałem z szosówki przed drugą częścią biegu i o mało nie upadłem. Gdybym więcej jeździł na pewno wyglądało by to inaczej, ale generalnie rower podczas tego duathlonu bardzo dał mi się we znaki. Co nie znacz,. że nie będę chciał tego powtórzyć.

W Makowie powstał Klub Biegowy szkolący młodych zawodników. Czy masz jakieś rady dla początkujących adeptów lekkiej atletyki.

Nie chcę mieszać się w kompetencje trenerów, więc nie będę podpowiadał niczego w zakresie treningu. Młodym zawodnikom życzę jedynie wytrwałości, bo sport indywidualny, to wyboista droga pełna przeszkód.

Jak obecnie wygląda Twój trening? Sezon pewnie dzielisz na kilka okresów, w których skupiasz się na różnych elementach. Mógłbyś przedstawić jak wygląda sezon pod tym kontem u profesjonalnego biegacza? 

Moj roczny cykl na pewno znacznie rożni się od tego jaki mają biegacze amatorzy. Przygotowania rozpoczynam w połowie października. Początkowo bazuje na dużej objętości treningu, ale za to niższej intensywności. Wykonuję dużo biegów ciągłych, długich treningów interwałowych w terenie. W tym okresie unikam biegania na stadionie. Jest to też czas na trening sprawności ogólnej z piłkami lekarskimi, gimnastycznymi, płotkami, trening stabilizacji. W okresie lutego i marca następuje stopniowe wplatanie w trening coraz krótszych i szybszych jednostek na stadionie, ale ciągle utrzymuję dużą objętość i wiele treningów wykonuje w terenie. Dopiero w kwietniu i maju wszystkie akcenty treningowe wykonywane są w kolcach i na stadionie. Nie biegam już tak dużo jak w grudniu i styczniu, ale za to dużo szybciej. Już w prędkościach startowych. Ograniczam ćwiczenia sprawnościowe. Siłownia w tym okresie ma wpływać już tylko na rozwój dynamiki, a nie siły maksymalnej, jak na początku. Po tym okresie, pod koniec maja następuje okres startowy. Trwa on do polowy września, często dzieli się na dwa podokresy przedzielone 3 tygodniowym zgrupowaniem w górach mającym na celu podładowanie akumulatorów po kilku ciężkich biegach. Od polowy września do połowy października (4-5tygodni) mam okres roztrenowania. Biegam rzadko. W zamian jeżdżę rowerem i pływam. Okres ten ma na celu regeneracje organizmu po ciężkim okresie startowym, a przed rozpoczęciem przygotowań do kolejnego sezonu.

Które jednostki treningowe najbardziej lubisz, a które wchodzą dużo ciężej?

Jak każdy zawodnik mam swoje ulubione treningi oraz takie których nie znoszę. Najbardziej lubię niedzielne biegi długie. 22-28 kilometrowe biegi chociaż są męczące sprawiają mi dużo frajdy i satysfakcji po ich ukończeniu. A najbardziej nie lubię siły biegowej realizowanej na długich podbiegach pod stromą górę. Są to bardzo męczące jednostki.

Dużą część sezonu spędzasz poza domem, na obozach treningowych i startach. Czy znajdujesz wtedy czas by trochę pozwiedzać?  Czy są miejsca, do których lubisz wracać, albo takie, które szczególnie Ci się spodobały?

To prawda, że bardzo dużo czasu spędzamy poza domem. Najwięcej na obozach. Wtedy zawsze staram się coś pozwiedzać i zobaczyć coś ciekawego w okolicy. Niestety, mamy na to dość mało czasu. Nawet, gdy nie trenujemy to musimy odpoczywać i regenerować się w  łóżkach. Na zawodach czasu wolnego nie ma wcale. Przyjeżdżam dzień przed biegiem. W dniu startu nie ma mowy o zwiedzaniu i traceniu na to cennej energii. Powrót jest najczęściej rano następnego dnia, więc zwykle widzimy jedynie lotnisko, hotel i stadion. Na pewno mam swoje ulubione miejsca, zarówno jeśli chodzi o zawody, jak i treningi. Bardzo lubię obozy w Kenii. Za klimat dla biegania, który tam panuje. Mimo, że jest to miejsce, w którym trening jest bardzo ciężki. Startować lubię we Włoszech bo uwielbiam włoską kuchnię oraz w Belgii, którą uważam za jedno z najpiękniejszych państw w Europie, a na pewno z najlepszą czekoladą na świecie. Jest kilka pięknych miejsc, które widziałem i na pewno podróżowanie jest ogromnym plusem biegania.

Krzysztof, dziękuję za rozmowę. Oby kontuzje omijały. Powodzenia w wypełnieniu minimum. Na następną rozmowę umawiamy się po olimpiadzie.

Rozmawiał Bartosz Packo

 

Zdjęcia pochodzą z archiwum Krzysztofa Żebrowskiego.

Powrót na górę